Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Katarzyna Dulko   Pompowanie kasy w lepszy poziom życia
Kategorie
2 Udostępnij

Pompowanie kasy w lepszy poziom życia

Z nakładami na ekologię jest tak, jak z nakładami na sztukę. Większość myśli, że są zbędne. Przynajmniej w gospodarkach „mniej rozwiniętych“.

Jadę sobie pociągiem, niemieckim „Deutsche Bahn-em“, i czytam magazyn pokładowy. „Pionierzy w transparentności“ i „nikt nie potrzebuje sztucznych dodatków w żywności“ – przemawiają do mnie nagłówki materiałów prasowych, szczególnie, że nie są reklamą sieci spożywczej, ale obszernym i poważnym materiałem na temat restauracji pociągowych! Dalej czytam: marchewki z natury są pomarańczowe, groszek zielony, chleb na zakwasie smakuje zakwasem, a stek z hodowli bio (sic!) pachnie jak powinien bez żadnych fabrykantów. Oczywistość, ale jakoś większość z nas jednak kojarzy sytuacje, gdy to co powinno być naturalne, można sztucznie ulepszać, zmieniać, podrabiać itp. Wiadomo, producenci chcą więcej sprzedać, muszą być tańsi, a konsumenci nie wyczuwają różnic (czasem nie chcą wyczuć, czasem nie potrafią)...

No więc co robi Deutsche Bahn? Przewoźnik postanowił, że w jego restauracjach pociągowych nie będzie podróbek ani sztucznych dodatków. Stawia na jakość i smak. Mimo, że nie musi, ponieważ jeśli nawet ostre niemieckie prawo nakazuje producentom żywności informowanie klientów o składzie na opakowaniu, to w przypadku gastronomii nie ma takiego nakazu. Restauracja podaje to, co uważa za odpowiednie dla swoich klientów i opłacalne ekonomicznie. Ale przewożnik DB chce być lepszy (chce być tytułowym pionierem). I wie, że mu się to opłaci. Dlatego udostępnia klientom ulotkę ze składem wszystkich potraw, oznacza te, które już nie posiadają żadnych sztucznych dodatków oraz cyklicznie chwali się swoimi dokonaniami w redukcji konserwantów czy emulgatorów w pozostałych daniach. W dodatku współpracuje z organizacją foodwatch, która kontroluje wyniki. Wszystko w imię transparentności, liderowania w branży i tworzenia wartości konsumenckiej. Proces długotrwały, ale opłacalny – jak twierdzą.

Ciekawe, czy takie proces byłby opłacalny w Polsce? Jedni powiedzą, że to efekt bogactwa i wysokiego poziomu życia konsumentów na Zachodzie. I powiedzą, że my jesteśmy wciąż za biedni. Inni powiedzą, że pewnie ich ludzie od kontroli jakości, marketingu albo CSR-u już nie mają co robić, więc wymyślają takie głupoty. Inni, że to i tak nic nie zmieni, i że w transporcie liczy się punktualność pociągów, a nie skład jedzenia. I że to kwiatek do kożucha.

A mi się wydaje, że z ekologią komercyjną jest w PL trochę jak ze sztuką. Wszyscy chcieliby, żeby rozkwitała sama z siebie. Bez nakładów z budżetu państwa (które jak wiemy w PL nie lubi szczególnie inwestować w kulturę i sztukę), bez wysiłku indywidualnych osób (które jak wiemy w PL wolą kupić nowe głośniki do telewizora zamiast obrazu ekstrawaganckiego artysty i kupią najtańsze jajka klatkowe) i bez inwestycji ze strony firm (które, jeśli się angażują, to w spektakularną filantropię a nie kontrolę jakości czy projekty zrównoważonego rozwoju). Tylko, że nic nie robi się samo i jeśli ci po zachodniej stronie tak bardzo się tym przejmują, to może warto byłoby brać przykład?

Ten wpis czytano 1030 razy.
Już sobie wyobrażam cenę takiej kanapeczki. Skoro buła w wersji standard kosztuje 5 złotych, to ile kosztowałaby w wersji eko?:)
Gość Ania - Poniedziałek, 27 Czerwiec 2011 21:40
Różnica polega na tym, iż nakłady w sztukę nie zawsze się zwracają, a w ekologię i ochronę środowiska – zdecydowanie tak!
Gość - Poniedziałek, 27 Czerwiec 2011 13:48
Odsłon: 2478
Katarzyna Dulko
Ekologia komercyjna, rozumiana jako prośrodowiskowy sposób produkcji, sprzedaży, zarządzania i marketingu. No i ten CSR...
<< Maj 2012 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »